wtorek, 11 sierpnia 2015

"Pokonywaliśmy razem góry, a potknęliśmy się o kamień" ~ Ren & JR

Ten one shot pojawił się już na innym blogu, którego byłam autorką, ale ląduję z powrotem tutaj. Kolejna część opowiadania z HanJoo pojawi się niedługo. Jest w trakcie pisania. Generalnie miała pojawić się wcześniej, ale niestety wena mnie opuściła i trochę się to przedłużyło.

Paring: Ren x JR
Część: 1/1
Rodzaj: Angst
Uwagi: Koreańskie zwroty, przekleństwa

Komentarze motywują do dalszego pisania!



~
- Spotkałem dzisiaj miłość.
- I co Ci powiedziała?
- Przepraszała. Że nie zawsze trwa do końca.
- Płakała?
- Płakała. Bo często rani. 
- Krzyczała?
- Krzyczała. Że nie zawsze jest piękna. 
- Śmiała się? 
- Śmiała. Bo umie z siebie kpić. 
- Żałowała czegoś?
- Żałowała. Że ludzie nie zawsze traktują ją poważnie. 
- Była zła?
- Była. Że czasem w nią wątpimy.
- Cieszyła się?
- Cieszyła. Że tak często ją szukamy.
- Co Ci jeszcze powiedziała?
- Powiedziała. Że nie jest dla mnie.
~
Cisza. Cisza i głęboka pustka. Jedyne co widnieje w mojej głowie. Dlaczego? Bo niewykorzystane szanse bolą znacznie bardziej niż popełnione błędy. Mimo to wiem, że zrobiłem dobrze. Może nie w najlepszy sposób, ale jednak. Lecz i tak jestem nieszczęśliwy. Tak naprawdę sam nie wiem czego chcę. Kocham go, ale go nienawidzę. Papierowe słońce, naklejone chmury, udawane szczęście. To mój cały świat. Każdego dnia wstaję z nadzieją na lepsze jutro, ale wiecie co mnie wkurza? Świadomość, że wszystko, w co się wierzy, to ściema. Po prostu wielkie kłamstwo. Moje serce krwawi, gdy tylko wracam myślami do tego dnia:...
~
- Śpiąca królewno. Jeszcze, tylko 15 minut do końca lekcji. Zleci szybko. Chyba wytrzymasz, co? - Zaśmiał się siedzący ze mną w ławce Minhyun. 
- Nie śmieszne - Odparłem ironicznie, ponownie zaglądając do krainy Morfeusza.
- To nie miało być śmieszne - Odpowiedział, lecz już nie zwracałem na niego uwagi. Tak jak zapewnił, nim się obejrzałem, mogliśmy już opuścić salę. Byłem okropnie zmęczony. Nie, tylko tą pieprzoną szkołą, ale ogólnie wszystkim. Ren od kilku tygodni dziwnie się zachowywał. Unikał i ignorował mnie, a gdy tylko udało mi się do niego jakoś dotrzeć, to od razu znajdywał jakąś wymówkę, żeby szybko się zwinąć. Nie miałem pojęcia o co kompletnie mu chodzi. Jeszcze niedawno wszystko było w porządku. Po prostu tak nagle zaczął mnie ignorować. Może zrobiłem coś źle? 
-Wiesz co się dzieje z Renem? Od ostatniego czasu dziwnie się zachowuje - Zwrócił się do mnie Aron. 
- Też to zauważyłem. Unika mnie w każdy możliwy sposób. Kompletnie nie wiem o co mu chodzi. Może to ja... - Przerwałem, gdy zobaczyłem Rena zmierzającego w naszą stronę.
- Emm... cześć. Możemy zostać sami? - Zwrócił się do Aron'a
- Jasne. To ja.. emm.. ja już pójdę - Rzucił i odszedł w przeciwny nam kierunek. 
-  Stary! Aish! Gdzie Ty kuźwa się podziewałeś?! Wszyscy się o Ciebie martwili! A tym bardziej ja! Nie mogłem spać po nocach, bo Ci się zachciało mnie ignorować! - Krzyknąłem zdenerwowany, jak i zarazem zmartwiony.
-  Martwiłeś się o mnie?.. - Wyszczerzył oczy.
- Oczywiście! Jestem przecież Twoim przyjacielem! 
- Ahh.. No tak. Przyjacielem, tylko przyjacielem.... - Rzucił cicho pod nosem - Możemy porozmawiać?
- Jasne, że tak! Od tego przecież są kumple! Mów co Ci leży na sercu - Odparłem klepiąc blondyna po ramieniu. 
- Tylko, że nie jest to zbytnio odpowiednie miejsce na taką rozmowę.
- To chodźmy do mnie - Oznajmiłem i pociągnąłem chłopaka za rękę nie czekając na jego odpowiedź. Przez całą drogę ani razu nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Widziałem, że Ren był bardzo zdenerwowany. 
- To co chciałeś mi powiedzieć? - Zapytałem siadając przy tym na kanapie w moim salonie.
- Emm.. no bo... 
- Ren, dobrze wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, tak? 
- Tak, wiem o tym, ale zrozum. To dla mnie naprawdę trudne - Jego głos z każdym słowem powoli się załamywał. W jego oczach nabierały łzy. 
- Ej.. młody. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze - Próbowałem go uspokoić - Powiedz mi po prostu o co chodzi.
- JR Hyung, Kocham Cię... 
- Emm.. co? - Otworzyłem szeroko oczy.
- Kocham Cię. Kocham Cię za to, że jesteś, że im dłużej Cię znam, tym bardziej przybywa mi powodów do kochania Cię jeszcze mocniej, za to, że każdy poranek zaczynam myśląc o Tobie. Kocham Cię za to, że nie jesteś typowy, zwyczajny, że jesteś sobą. Jesteś wszystkim czego potrzebuje, że nie zmieniasz się z biegiem czasu, nie ma nikogo takiego jak Ty. Dla mnie, jesteś jedynym w swoim rodzaju, doskonale doskonałym, niesamowitym, jesteś Mój. Kocham Cię za to, że ciągle chcesz mnie poznawać, pomimo moich błędów i wad nie rezygnujesz. Kocham Cię za wszystko i za nic, z każdym dniem będę Cię kochać coraz bardziej. Kocham Cię za to, że nie chce przy Tobie niczego udawać, za to, że myślę o Tobie o wiele więcej, niż powinienem. JR... Kocham Cię - Gdy wypowiedział ostatnie słowa, moje serce zadrżało. Jak on mnie może kochać?! Przecież jesteśmy przyjaciółmi i do tego.. jestem chłopakiem i on też!
- Ren... żartujesz sobie? - Zapytałem patrząc mu w oczy.
- Oczywiście, że nie żartuję. JR, ja Cię po prostu kocham. - Oznajmił i rzucił się w moje objęcia, lecz ja go odepchnąłem - Wydawało mi się, że też coś do mnie czujesz! Przecież ile razy flirtowałeś ze mną!
- Ren! To była tylko zabawa! Nic więcej! Zrozum to! Aish! W dupie ci się pogrzało!? Jesteśmy kumplami! TYLKO kumplami! A w dodatku nie wiem czy do cholery jasnej zauważyłeś, ale jestem facetem! Nie jestem gejem, okey?! Zrozum, nigdy nie będziemy razem! NIGDY! - Na bladych policzkach chłopaka pojawiły się słone łzy.
- Nienawidzę Cię! - Krzyknął cały zapłakany patrząc mi w oczy. Szybko wybiegł zostawiając mnie kompletnie samego...


~
Gdybym mógł, tylko cofnąć ten czas. Co prawda nie mógłbym z nim być. Kocham go jako przyjaciela, nic więcej, ale niepotrzebnie się z nim bawiłem. Przecież to był mój przyjaciel... Aish.. czuję, że sam siebie oszukuję. Nie wiem co do niego czuję, ale teraz nie mógłbym mu z powrotem zaufać tak jak kiedyś. Nie mógłbym z nim być, mimo, że jednak moje uczucia do niego nie są normalne. Może tak właśnie jest lepiej. Gdybyśmy teraz się przyjaźnili to dla niego byłoby to samo cierpienie. Być u boku osoby, którą się kocha, ale nie móc jej pocałować, powiedzieć "saranghae", codziennie rano budzić się u jej boku. Tak... teraz jest lepiej. Dla niego i dla mnie. Tak musiało się stać. Nie byłby w stanie teraz się ze mną przyjaźnić, a ja z nim. Nie po tym wszystkim. Nadal mi na nim zależy, ale tak jest dla niego lepiej. Gdy nie będziemy się znać...
- Cześć JR. Mogę Cię odprowadzić? - Usłyszałem znajomy mi głos. Szybko odwróciłem się na pięcie, by przekonać się czy jest to właśnie ta osoba. Nie myliłem się. Wysoki blond-włosy chłopak, który 1,5 roku temu wyznał mi miłość, a ja go odrzuciłem.
- Ja-ja-jasne... - Odpowiedziałem zmieszany jąkając się przy tym. Tyle czasu minęło od ostatniego zdania wymienionego między nami, a on tak po prostu nagle chcę mnie odprowadzić? Przez całą drogę szliśmy w ciszy. Nie umiałem nic z siebie wykrztusić, a on najwyraźniej nie miał nic do powiedzenia.


Z perspektywy obserwatora

- Kocham Cię, nadal. Pomimo tego, że mnie odrzuciłeś. - Wyk­rztu­sił z siebie blond-włosy chłopak. Nie wie­dział cze­mu to po­wie­dział, ale czuł, że po­winien. Że po­winien się w końcu przyz­nać.
Drugi spoj­rzał na niego ze zdzi­wieniem. Już cała ta sy­tuac­ja wy­dawała się niena­tural­na. Wracali razem do do­mu, cze­go nie zwyk­li ro­bić. Nie by­li przy­jaciółmi. Trud­no było ich na­wet nazwać zna­jomy­mi. Nie pałali do siebie niena­wiścią. Po­mimo te­go że wi­dywa­li się niemalże codzien­nie na szkol­nym ko­rytarzu, już daw­no minął ok­res, gdy wi­tali się uśmie­chem na twarzy. Przy­jaciele sprzed lat, których zniszczyła właśnie miłość. Ren za­kochał się w JR, a on nieświado­my je­go uczuć bawił się nim. A gdy w końcu, 1,5 roku te­mu, od­ważył się przyz­nać, co do niego czu­je, on go wyśmiał. Tak! Jak zwykły gówniarz, którym wówczas był. Wyśmiał, zmie­szał z błotem, zniszczył ich przy­jaźń. Po­tem po­jawił się żal i wyrzu­ty, tęskno­ta za nim i płacz, gdy mi­jał go bez słowa lub ob­rzu­cał wyz­wiska­mi.
A te­raz? Przez przy­padek kończy­li o tej sa­mej godzi­nie lek­cje i po­mimo te­go, że mie­szka­li w prze­ciw­nych kierun­kach, zap­ro­pono­wał, że go od­pro­wadzi. Sam, z włas­nej wo­li. Był zdzi­wiony, ale się zgodził. Od kil­ku miesięcy między ni­mi było le­piej ? zaczęli na­wet ze sobą roz­ma­wiać na przer­wach.
Zat­rzy­mał się, a on stanął nap­rze­ciw­ko niego. Spoj­rzał mu w oczy. Czy on zwa­riował?!
- Ren , ja... ja nie wiem co po­wie­dzieć - spuścił głowę.
- JR, to, co Ci wyz­nałem półtora roku te­mu... To nie prze­minęło. Nig­dy nie prze­minie. Po­mimo te­go, jak usil­nie sta­rałem się Ciebie zniena­widzić, wmówić so­bie, że to tyl­ko na chwilę. Szu­kałem miłości w ra­mionach in­nych, ale w każdym i tak do­pat­ry­wałem się Ciebie. A Ciebie nikt nie jest w sta­nie mi zastąpić.
- To naj­piękniej­sze słowa, ja­kie kiedy­kol­wiek usłyszałem, ale... - zaczął, ale on mu przer­wał.
- Po­wiedz mi, cze­go się boisz.
- Te­go uczu­cia, które kiełku­je na dnie mo­jego ser­ca od ponad roku. Nad którym nie pa­nuje. Z jed­nej stro­ny - nie mogę Cię kochać. Nie mogę, bo było by to wbrew mnie. A z dru­giej stro­ny, gdy nie ma Cię obok, gdy nie mi­niemy się bez słowa na ko­rytarzu, gdy nie dos­trzegę Cię w tłumie, czuję wewnątrz tyl­ko pus­tkę. I tak długo, dopóki cho­ciaż Cię nie doj­rzę - nie mu­sisz na­wet na mnie spoj­rzeć - wszys­tko wy­daje mi się sza­re, smut­ne i poz­ba­wione sen­su. Wys­tar­czy dla mnie tyl­ko, że jes­teś. Nie mu­sisz być ze mną, a jed­nocześnie, gdy widzę Cię z innym, zaz­drość wy­pełnia mo­je myśli - mówił szyb­ko, niepew­ny te­go, do cze­go się przyz­na­je. Strach go pa­raliżował.
- Więc bądź ze mną, a zaw­sze będę obok.
- Nie mogę... - szepnął cicho, a na jego po­liczku po­jawiła się pier­wsza łza - je­dynie za­powiedź ko­lejnych.
- Dlacze­go? Zro­biłbym dla ciebie wszys­tko...
- Nie mogę, po­nieważ kocham Cię zbyt słabo, by znów Ci zaufać. By wie­rzyć w każde two­je "Kocham", by wie­rzyć, że jes­teś ze mną szcze­ry. Kocham Cię miłością, która jest ska­zana na upa­dek, na potępienie, na śmierć. A jed­nocześnie, kocham Cię na ty­le moc­no, że nie pot­ra­fię się zmu­sić, by o To­bie nie myśleć, by nie szu­kać Cię wzro­kiem. Kocham Cię moimi marze­niami... - chłopak stał zdumiony. Nie spodziewał się od niego tak szcze­rego wyz­na­nia. - Dla­tego mam od Ciebie prośbę - jeśli nap­rawdę mnie kochasz, pozwól mi odejść. Nie próbuj się ze mną ko­lego­wać, przy­jaźnić, bo to mnie za­bija. Po­woli, od środ­ka męczy mo­je ser­ce. Zniena­widź mnie, znów ob­rzuć wyz­wiska­mi. To mo­ja je­dyna prośba do Ciebie...
Ich oczy się spot­kały. Rena - pełne łez, Je­go - pogrążone w smut­ku. Uścis­kali się ser­decznie, pocałowali czu­le, szepnęli os­tatnie "Kocham" i pożeg­nali.
- Nie chcę cię znać - wyszep­tał, po czym od­wrócił się i odszedł.
On stał jeszcze przez chwilę bez ruchu, nie wiedząc, co ze sobą zro­bić. Gdy potrącił go ja­kiś star­szy człowiek, ruszył po­woli w kierun­ku do­mu, czując, że w je­go ser­cu na zaw­sze zos­ta­nie tyl­ko on i obiecując so­bie, że spełni jego os­tatnią prośbę. Spełni, bo jest gotów dla niego zro­bić wszys­tko...