Paring: Ren x JR
Część: 1/1
Rodzaj: Angst
Uwagi: Koreańskie zwroty, przekleństwa
Komentarze motywują do dalszego pisania!
~
- Spotkałem dzisiaj miłość.
- I co Ci powiedziała?
- Przepraszała. Że nie zawsze trwa do końca.
- Płakała?
- Płakała. Bo często rani.
- Krzyczała?
- Krzyczała. Że nie zawsze jest piękna.
- Śmiała się?
- Śmiała. Bo umie z siebie kpić.
- Żałowała czegoś?
- Żałowała. Że ludzie nie zawsze traktują ją poważnie.
- Była zła?
- Była. Że czasem w nią wątpimy.
- Cieszyła się?
- Cieszyła. Że tak często ją szukamy.
- Co Ci jeszcze powiedziała?
- Powiedziała. Że nie jest dla mnie.
~
Cisza. Cisza i głęboka pustka. Jedyne co widnieje w mojej głowie. Dlaczego? Bo niewykorzystane szanse bolą znacznie bardziej niż popełnione błędy. Mimo to wiem, że zrobiłem dobrze. Może nie w najlepszy sposób, ale jednak. Lecz i tak jestem nieszczęśliwy. Tak naprawdę sam nie wiem czego chcę. Kocham go, ale go nienawidzę. Papierowe słońce, naklejone chmury, udawane szczęście. To mój cały świat. Każdego dnia wstaję z nadzieją na lepsze jutro, ale wiecie co mnie wkurza? Świadomość, że wszystko, w co się wierzy, to ściema. Po prostu wielkie kłamstwo. Moje serce krwawi, gdy tylko wracam myślami do tego dnia:...
~
- Śpiąca królewno. Jeszcze, tylko 15 minut do końca lekcji. Zleci szybko. Chyba wytrzymasz, co? - Zaśmiał się siedzący ze mną w ławce Minhyun.
- Nie śmieszne - Odparłem ironicznie, ponownie zaglądając do krainy Morfeusza.
- To nie miało być śmieszne - Odpowiedział, lecz już nie zwracałem na niego uwagi. Tak jak zapewnił, nim się obejrzałem, mogliśmy już opuścić salę. Byłem okropnie zmęczony. Nie, tylko tą pieprzoną szkołą, ale ogólnie wszystkim. Ren od kilku tygodni dziwnie się zachowywał. Unikał i ignorował mnie, a gdy tylko udało mi się do niego jakoś dotrzeć, to od razu znajdywał jakąś wymówkę, żeby szybko się zwinąć. Nie miałem pojęcia o co kompletnie mu chodzi. Jeszcze niedawno wszystko było w porządku. Po prostu tak nagle zaczął mnie ignorować. Może zrobiłem coś źle?
-Wiesz co się dzieje z Renem? Od ostatniego czasu dziwnie się zachowuje - Zwrócił się do mnie Aron.
- Też to zauważyłem. Unika mnie w każdy możliwy sposób. Kompletnie nie wiem o co mu chodzi. Może to ja... - Przerwałem, gdy zobaczyłem Rena zmierzającego w naszą stronę.
- Emm... cześć. Możemy zostać sami? - Zwrócił się do Aron'a
- Jasne. To ja.. emm.. ja już pójdę - Rzucił i odszedł w przeciwny nam kierunek.
- Stary! Aish! Gdzie Ty kuźwa się podziewałeś?! Wszyscy się o Ciebie martwili! A tym bardziej ja! Nie mogłem spać po nocach, bo Ci się zachciało mnie ignorować! - Krzyknąłem zdenerwowany, jak i zarazem zmartwiony.
- Martwiłeś się o mnie?.. - Wyszczerzył oczy.
- Oczywiście! Jestem przecież Twoim przyjacielem!
- Ahh.. No tak. Przyjacielem, tylko przyjacielem.... - Rzucił cicho pod nosem - Możemy porozmawiać?
- Jasne, że tak! Od tego przecież są kumple! Mów co Ci leży na sercu - Odparłem klepiąc blondyna po ramieniu.
- Tylko, że nie jest to zbytnio odpowiednie miejsce na taką rozmowę.
- To chodźmy do mnie - Oznajmiłem i pociągnąłem chłopaka za rękę nie czekając na jego odpowiedź. Przez całą drogę ani razu nie odezwaliśmy się do siebie słowem. Widziałem, że Ren był bardzo zdenerwowany.
- To co chciałeś mi powiedzieć? - Zapytałem siadając przy tym na kanapie w moim salonie.
- Emm.. no bo...
- Ren, dobrze wiesz, że możesz mi wszystko powiedzieć, tak?
- Tak, wiem o tym, ale zrozum. To dla mnie naprawdę trudne - Jego głos z każdym słowem powoli się załamywał. W jego oczach nabierały łzy.
- Ej.. młody. Spokojnie. Wszystko będzie dobrze - Próbowałem go uspokoić - Powiedz mi po prostu o co chodzi.
- JR Hyung, Kocham Cię...
- Emm.. co? - Otworzyłem szeroko oczy.
- Kocham Cię. Kocham Cię za to, że jesteś, że im dłużej Cię znam, tym bardziej przybywa mi powodów do kochania Cię jeszcze mocniej, za to, że każdy poranek zaczynam myśląc o Tobie. Kocham Cię za to, że nie jesteś typowy, zwyczajny, że jesteś sobą. Jesteś wszystkim czego potrzebuje, że nie zmieniasz się z biegiem czasu, nie ma nikogo takiego jak Ty. Dla mnie, jesteś jedynym w swoim rodzaju, doskonale doskonałym, niesamowitym, jesteś Mój. Kocham Cię za to, że ciągle chcesz mnie poznawać, pomimo moich błędów i wad nie rezygnujesz. Kocham Cię za wszystko i za nic, z każdym dniem będę Cię kochać coraz bardziej. Kocham Cię za to, że nie chce przy Tobie niczego udawać, za to, że myślę o Tobie o wiele więcej, niż powinienem. JR... Kocham Cię - Gdy wypowiedział ostatnie słowa, moje serce zadrżało. Jak on mnie może kochać?! Przecież jesteśmy przyjaciółmi i do tego.. jestem chłopakiem i on też!
- Ren... żartujesz sobie? - Zapytałem patrząc mu w oczy.
- Oczywiście, że nie żartuję. JR, ja Cię po prostu kocham. - Oznajmił i rzucił się w moje objęcia, lecz ja go odepchnąłem - Wydawało mi się, że też coś do mnie czujesz! Przecież ile razy flirtowałeś ze mną!
- Ren! To była tylko zabawa! Nic więcej! Zrozum to! Aish! W dupie ci się pogrzało!? Jesteśmy kumplami! TYLKO kumplami! A w dodatku nie wiem czy do cholery jasnej zauważyłeś, ale jestem facetem! Nie jestem gejem, okey?! Zrozum, nigdy nie będziemy razem! NIGDY! - Na bladych policzkach chłopaka pojawiły się słone łzy.
- Nienawidzę Cię! - Krzyknął cały zapłakany patrząc mi w oczy. Szybko wybiegł zostawiając mnie kompletnie samego...

~
Gdybym mógł, tylko cofnąć ten czas. Co prawda nie mógłbym z nim być. Kocham go jako przyjaciela, nic więcej, ale niepotrzebnie się z nim bawiłem. Przecież to był mój przyjaciel... Aish.. czuję, że sam siebie oszukuję. Nie wiem co do niego czuję, ale teraz nie mógłbym mu z powrotem zaufać tak jak kiedyś. Nie mógłbym z nim być, mimo, że jednak moje uczucia do niego nie są normalne. Może tak właśnie jest lepiej. Gdybyśmy teraz się przyjaźnili to dla niego byłoby to samo cierpienie. Być u boku osoby, którą się kocha, ale nie móc jej pocałować, powiedzieć "saranghae", codziennie rano budzić się u jej boku. Tak... teraz jest lepiej. Dla niego i dla mnie. Tak musiało się stać. Nie byłby w stanie teraz się ze mną przyjaźnić, a ja z nim. Nie po tym wszystkim. Nadal mi na nim zależy, ale tak jest dla niego lepiej. Gdy nie będziemy się znać...
- Cześć JR. Mogę Cię odprowadzić? - Usłyszałem znajomy mi głos. Szybko odwróciłem się na pięcie, by przekonać się czy jest to właśnie ta osoba. Nie myliłem się. Wysoki blond-włosy chłopak, który 1,5 roku temu wyznał mi miłość, a ja go odrzuciłem.
- Ja-ja-jasne... - Odpowiedziałem zmieszany jąkając się przy tym. Tyle czasu minęło od ostatniego zdania wymienionego między nami, a on tak po prostu nagle chcę mnie odprowadzić? Przez całą drogę szliśmy w ciszy. Nie umiałem nic z siebie wykrztusić, a on najwyraźniej nie miał nic do powiedzenia.
~
Z perspektywy obserwatora
- Kocham Cię, nadal. Pomimo tego, że mnie odrzuciłeś. - Wykrztusił z siebie blond-włosy chłopak. Nie wiedział czemu to powiedział, ale czuł, że powinien. Że powinien się w końcu przyznać.
Drugi spojrzał na niego ze zdziwieniem. Już cała ta sytuacja wydawała się nienaturalna. Wracali razem do domu, czego nie zwykli robić. Nie byli przyjaciółmi. Trudno było ich nawet nazwać znajomymi. Nie pałali do siebie nienawiścią. Pomimo tego że widywali się niemalże codziennie na szkolnym korytarzu, już dawno minął okres, gdy witali się uśmiechem na twarzy. Przyjaciele sprzed lat, których zniszczyła właśnie miłość. Ren zakochał się w JR, a on nieświadomy jego uczuć bawił się nim. A gdy w końcu, 1,5 roku temu, odważył się przyznać, co do niego czuje, on go wyśmiał. Tak! Jak zwykły gówniarz, którym wówczas był. Wyśmiał, zmieszał z błotem, zniszczył ich przyjaźń. Potem pojawił się żal i wyrzuty, tęsknota za nim i płacz, gdy mijał go bez słowa lub obrzucał wyzwiskami.
A teraz? Przez przypadek kończyli o tej samej godzinie lekcje i pomimo tego, że mieszkali w przeciwnych kierunkach, zaproponował, że go odprowadzi. Sam, z własnej woli. Był zdziwiony, ale się zgodził. Od kilku miesięcy między nimi było lepiej ? zaczęli nawet ze sobą rozmawiać na przerwach.
Zatrzymał się, a on stanął naprzeciwko niego. Spojrzał mu w oczy. Czy on zwariował?!
- Ren , ja... ja nie wiem co powiedzieć - spuścił głowę.
- JR, to, co Ci wyznałem półtora roku temu... To nie przeminęło. Nigdy nie przeminie. Pomimo tego, jak usilnie starałem się Ciebie znienawidzić, wmówić sobie, że to tylko na chwilę. Szukałem miłości w ramionach innych, ale w każdym i tak dopatrywałem się Ciebie. A Ciebie nikt nie jest w stanie mi zastąpić.
- To najpiękniejsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałem, ale... - zaczął, ale on mu przerwał.
- Powiedz mi, czego się boisz.
- Tego uczucia, które kiełkuje na dnie mojego serca od ponad roku. Nad którym nie panuje. Z jednej strony - nie mogę Cię kochać. Nie mogę, bo było by to wbrew mnie. A z drugiej strony, gdy nie ma Cię obok, gdy nie miniemy się bez słowa na korytarzu, gdy nie dostrzegę Cię w tłumie, czuję wewnątrz tylko pustkę. I tak długo, dopóki chociaż Cię nie dojrzę - nie musisz nawet na mnie spojrzeć - wszystko wydaje mi się szare, smutne i pozbawione sensu. Wystarczy dla mnie tylko, że jesteś. Nie musisz być ze mną, a jednocześnie, gdy widzę Cię z innym, zazdrość wypełnia moje myśli - mówił szybko, niepewny tego, do czego się przyznaje. Strach go paraliżował.
- Więc bądź ze mną, a zawsze będę obok.
- Nie mogę... - szepnął cicho, a na jego policzku pojawiła się pierwsza łza - jedynie zapowiedź kolejnych.
- Dlaczego? Zrobiłbym dla ciebie wszystko...
- Nie mogę, ponieważ kocham Cię zbyt słabo, by znów Ci zaufać. By wierzyć w każde twoje "Kocham", by wierzyć, że jesteś ze mną szczery. Kocham Cię miłością, która jest skazana na upadek, na potępienie, na śmierć. A jednocześnie, kocham Cię na tyle mocno, że nie potrafię się zmusić, by o Tobie nie myśleć, by nie szukać Cię wzrokiem. Kocham Cię moimi marzeniami... - chłopak stał zdumiony. Nie spodziewał się od niego tak szczerego wyznania. - Dlatego mam od Ciebie prośbę - jeśli naprawdę mnie kochasz, pozwól mi odejść. Nie próbuj się ze mną kolegować, przyjaźnić, bo to mnie zabija. Powoli, od środka męczy moje serce. Znienawidź mnie, znów obrzuć wyzwiskami. To moja jedyna prośba do Ciebie...
Ich oczy się spotkały. Rena - pełne łez, Jego - pogrążone w smutku. Uściskali się serdecznie, pocałowali czule, szepnęli ostatnie "Kocham" i pożegnali.
- Nie chcę cię znać - wyszeptał, po czym odwrócił się i odszedł.
On stał jeszcze przez chwilę bez ruchu, nie wiedząc, co ze sobą zrobić. Gdy potrącił go jakiś starszy człowiek, ruszył powoli w kierunku domu, czując, że w jego sercu na zawsze zostanie tylko on i obiecując sobie, że spełni jego ostatnią prośbę. Spełni, bo jest gotów dla niego zrobić wszystko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz